Trudno zgłębić wszystkie nurty i ścieżki filozoficzne
druidyzmu. Jak można przeczytać w Internecie jest dość mocno związany z innym dość
popularnym ruchem Wiccą. Oba te nurty pojawiły się mniej więcej w tym samym
czasie i zostały wprowadzone w dzisiejsze życie przez dwóch panów Nicholsa i
Gardnera. Obaj początkowo współpracowali ale w pewnym momencie ich ścieżki się
rozeszły tworząc dzisiejszy Dridyzm i Wiccanizm.
Historia powstania i działania obu filozofii jest na pewno ciekawa, ale nie o
tym chciałem pisać. Zainteresowały mnie relacje jakie się pojawiają między nimi, a
słowiańskim rodzimowierstwem. Jak się okazuje w Polsce jest spore
zainteresowanie Druidyzmem i Wiccą. Wielu młodych ludzi sięga po te filozofie,
by w nich szukać swojej duchowości utożsamiając się z nimi poprzez albo swoje
dalekie związki z zachodem, ale też
poprzez fascynacje starymi legendami o Królu Arturze czy o krwawych Wikingach.
Nie dziwi więc, że Polski Wiccanizm czy Driudyzm nie jest tak homogeniczny jak
by można było oczekiwać. Różni się on także o tego zachodniego poprzez
dodawanie do obrzędów czy filozofii wiary pierwiastków typowo słowiańskich.
Charakterystycznym elementem pogaństwa u
nas jest dość duże rozdrobnienie i oddalenie poszczególnych grup. Wynika to
pewnie z tego, że jest ono nadal w fazie raczkowania. Brakuje kontaktów, struktur
(co prawda istnieją związki i organizacje, ale brak im siły przebicia i tak
potrzebnej dzisiaj inicjatywy), które by konsolidowały nie tylko ludzi ale
również powstające niezależnie systemy wiary . Tam gdzie istnieje słowo pisane,
publikacje opisujące idee, tam mniej miejsca na kreowanie własnych wyobrażeń,
wtedy różnice są mniejsze, a obrzędy bardziej schematyczne.
W przeciwieństwie do wyraźnych podobieństw między Druidyzmem a Wiccanizmem,
Rodzimowierstwo słowiańskie to zupełnie inny świat. Najprostszą do zauważenia
różnicą jest fakt zupełnie innego ukierunkowania osi człowiek – bogowie. W Druidyźmie
bramą do świata bogów są pośrednicy, duchy, które poprzez Druida/kapłana tworzą
portal ułatwiający kontakty z drugą stroną. W rodzimowierstwie miejscem
połączenia są żywioły oraz świat przyrody. Rodzimowiercy nie tworzą przepojonych
mistyką ceremonii przejścia. W ich wierzeniach człowiek za życia nie może ani
być Bogiem, ani demonem, choćby tylko poprzez chwilowe wcielenie się w niego.
Jest sobą, twardo stojącym na ziemi człowiekiem, który postrzega Bogów jako
elementy własnego środowiska. Widać to po sposobie składania ofiar. W druidyzmie
nie składa się ofiar do ognia, oddaje się je Panu, lub Pani, przebywających na
miejsce ceremonii.
To co łączy chyba wszystkie nurty
pogaństwa , to ścisłe powiązanie ze światem przyrody. Obrzędy organizowane są na wolnym powietrzu, w
miejscach magicznych. Obowiązkowo podczas obrzędów musi płonąć żywy ogień,
który jako najważniejszy żywioł uświęca ceremonię, oczyszcza uczestników,
tworzy klimat skupienia i poczucia bezpieczeństwa, a zasięg jego światła w
sposób naturalny tworzy święty krąg, miejsce
wydzielone ze świata ludzi, gdzie kończy się rzeczywistość, a rozpoczyna magia.
Skupienie podczas ceremonii wzmacnia właśnie płonący ogień, który swym
migoczącym światłem wprowadza przybyłych w swoisty trans medytacyjny. Ogień staje
się punktem koncentracji wszystkich umysłów.
Nie sposób zapomnieć o drugim ważnym elemencie, który przewija się przez
obrzędy różnych grup pogańskich. Mam na myśli podział ceremonii na fazy. Zawsze
pojawia się otwarcie, które ma na celu wydzielenie ze świata rzeczywistego kawałka
powierzchni świętej, będącej łącznikiem ze światem bogów i powitanie,
wprowadzenie do tego miejsca uczestników. Po otwarciu następuje inwokacja do
bogów, przywitanie się z sacrum, składanie ofiar i medytacja/modlitwa. Na końcu
następuje zakończenie czyli wyprowadzenie z miejsca uświęconego uczestników i
jego zamknięcie.
Tego co moim zdaniem brakuje w obrzędowości pogańskiej, to
większe nawiązanie do rzeczywistości codziennej. Obrzędy przepełnione są magią, emanują
patetyzmem, mocą, majestatem boskich uniesień, ale brak im ukierunkowania na
człowieka, który jest również ważnym elementem każdego święta. Interakcja
uczestników jest moim zdaniem zbyt mała, medytacja, obserwacja i uczestnictwo
to zbyt mało by poczuć siłę ceremonii. Każdy powinien poczuć magię, a aby to
się udało potrzeba więcej elementów zbiorowego działania, np. tak jak to jest w
rodzimowierstwie słowiańskim – korowodu.